Thursday, 5 January 2012

Sylwester i wielki powrót do Ankary


W grudniu oprócz wyprawy do Kapadocji w zasadzie nic się szczególnego nie działo. W Ankarze bywało po -15, więc jak paranoik powtarzałem wszystkim, że jestem zawiedziony i że to jest skandal, że taka zima akurat jest teraz jak ja jestem na Erasmusie – w odpowiedzi słyszałem, że dla nich to też duże zaskoczenie. Miasto do zimy przygotowane nie było. Podobno w polskiej TV mówili, że w Turcji paraliż.

18 grudnia leciałem do Polski na święta, miałem przesiadkę w Rydze na Łotwie, po 10 dniach wróciłem do Stambułu też przez Rygę. W Stambule mieliśmy organizowanego sylwestra na promie, który pływał po Bosforze – sama impreza była super, wybawiłem się jak nie wiem, ale niestety zgodnie z prawem, że jeżeli jest górka to potem musi być dołek to zakończenie imprezy zaskoczyło nas co nie miara.
Befor w porcie, co by zoszczędzić
O godzinie 3 w nocy Turcy skończyli imprezę – to był skandal, bo my chcialiśmy się bawić, ale mimo wszystko nie to było najgorsze. Najgorsze było to, że spodziewaliśmy się wracać do Ankary stopem przy założeniu, że impreza skończy się o 6rano to miało sens, ale nie o 3!
Mimo wszystko nie poddaliśmy się i 6 niestrudzonych polskich studentów postanowiło dać radę.

Po opuszczeniu promu czekaliśmy 2h w McDonaldzie na Besiktas – i właśnie to jest rola McDonalda wg Grześka Pełki– zawsze znajdziesz w nim schronienie, umyjesz się, wypijesz kawę i sprawdzisz czy ktoś Cię zaakceptował na couchsurfingu.
Następnie po 5 rozpoczęliśmy nasz 40min marsz na Taksim, żeby złapać pierwsze metro do miejsca skąd będziemy mogli łapać stopa – czyli do obwodnicy. Jednak nie wiem jakim cudem się zdarzyło, że nie mieliśmy mapy Stambułu, a w metrze Internet nie działa. Po chwili konsternacji na jakiejś stacji wyszliśmy na powierchnię i okazało się, że do autostrady mamy kilka km!
Nie muszę przypominać czym to dla nas było – zmęczeni po imprezie i czekaniu w oparach hamburgerów w McDonaldzie postanowiliśmy nie wydawać kasy na metro znów i przejść się piechotą do autostrady budząc powszechne zdziwienie przechodniów. Po jakiejś godzinie doszliśmy jakimiś rynsztokami do autostrady i rozdzililśmy się na dwie 3 osobowe grupy. Stopa udało się złapać dość szybko, aczkolwiek zmienialiśmy go kilka razy. Sama podróż była dość męcząca, gdyż musieliśmy zabawiać rozmową kierowcę oraz spać. Jakimś cudem tirem wiozącym chyba kamienie dotarliśmy na obwodnicę Ankary – była ok 17, czyli jechaliśmy jakieś 10h ze Stambułu – tempo nie porażało. Niestety tego dnia mieliśmy zdecydowanie dołek – wysiedliśmy w jakimś polu i potem jeszcze szliśmy do najbliżeszgo przystanku komunikacji miejskiej godzinę – i to jak szliśmy – przez jakieś zasieki, płoty, rynsztoki – myślałem, że żeńska cześć naszej grupy wyzionie ducha, ale okazało się, że dały radę. Do mieszkania dotarłem ok 20. To był wyczyn ekstremalny, po takim czymś można docenić życie!