Monday, 31 October 2011

Ankara, Pamukkale


Jako, że dostałem całkiem sporo pozytywnych opini o moich relacjach pdf-owych to kontynuuje subiektywny opis Ankary i Turcji moimi oczętami. Niestety jestem dość zajęty ostatnio, życie w 5milionowym mieście jest trochę męczące jednak.

Obiady za lira 1,5
W Turcji mają system, że nauka/praca trwa od 8,9 do 12, potem godzina przerwy na lunch i znów zajęcia od 13,14 do 17,18. W czasie przerw na tutejszych stołówkach są wydawane obiady za 1,5lira tj. Ok 2,8zł dla studentów – gotują to prywatne firmy, z którymi uczelnia podpisuje kontrakt i resztę dopłaca. Nie są to może jakieś wykwintne rzeczy, raczej skromne, ale wszyscy z tego korzystają - generalnie jest świeże i dobre. Zazwyczaj jest zupa, makaron/ryż, warzywa, mięso, owoce, jogurt, ciastko itd.
Można się najeść za 2,8

Są takie co cały dzień na tym żyją
Pamukkale
W październiku mieliśmy wyjazd do Pamukkale, jest to osobliwość natury, gdzie woda ukształtowała ze zbocza góry białe tarasy, które wyglądają jak bawełna – Wikipedia powie więcej dla bardziej zainteresowanych – ja dodam, że Pamuk to po tureku bawełna a kale to zamek, miejsce jest w UNESCO, są tam ruiny antyczne Hierapolis i naprawdę warto odwiedzić, najlepiej we wrześniu, bo tam się chodzi bez butów, żeby nie zepsuć.
na bosaka, żeby nie zniszczyć buciorami
strażnik tarasów
Zajęcia
Wydział weterynarii w Ankarze ma swoją farmę, na której hodują różne zwierzęta i na której studenci mają badania kliniczne. To, że mają bydło, kozy, owce i konie to ok, ale mają nawet świnie o dziwo! Świnie trzymają ponieważ to jest wymóg akredytacji europejskiej o którą się ubiegają. Gdzieś mi się podziały zdjęcia z farmy.

Muzekarta
Muzea w Turcji są generalnie dość drogie jak dla statystycznego Turka, poza tym oni nie są też zbytni tym zainteresowani, więc rząd turecki zachęca do odwiedzania poprzez tzw. Muzekarty. Dla dorosłego Turka kosztuje 20lira na rok i ma wstęp do głównych atrakcji turystycznych w Turcji, nie tylko muzeów; dla studenta 10lira, prawo mają do tego tylko Turkowie, ale my jako studenci tureckich uczelnii mamy wjazd do muzeów za darmo z tą kartą.
Muzekarta, moja legitka, pozwolenie na pobyt i nowe nazwisko
Nowe mieszkanie
Zmieniłem mieszkanie na początku listopada, teraz mieszkam ze Słowaczką i Polką. Słowaczka Anna studiuje anglistykę tutaj, Polka Kasia etnologię, od razu odpowiem na pytanie – gadamy po angielsku tylko. Powody, dla których zmieniłem mieszkanie to głównie bardzo mały pokój, w którym nie miałem biurka nawet, a teraz potrzebuję się już przyłożyć szczególnie do angielskiego medycznego no i tego tureckiego, bo zima w Ankarze. Poza tym niezbyt odpowiadało mi jednak mieszkanie z Turkami – nie chodziło o jakieś kłotnie czy coś – bo oni są bardzo fajni, rozstaliśmy się w bardzo dobrych relacjach. Tylko, że oni nie są zbytnio pracowici i ciężko mi było się zmobilizować tam do jakiejś konkretnej nauki, szczególnie bez biurka, z wizytami gości, muzyką, paleniem fajek itd.
Pewiem Polak, którego poznałem w Stambule powiedział mi ciekawę teorię, która mnie dość uderzyła – otóż on twierdzi, że Europejczycy mają mentalność indywidulistów a Turcy  mentalność kolektywną, tzn. że najlepiej czują się w grupie takich samych ludzi no i dlatego oni są słabsi w nauce, niezbyt wyedukowani i głosują na jakiś islamskich radykałów itd. - nie wydaje mi się to do końca prawdą, ale pewnie trochę racji w tym jest...
mój nowy pokój, bardziej sprzyjający nauce
kuchnia i lokatorka Kasia
Ankara Language Club
Uczęsczam na spotkania, gdzie można szkolić swój język, mój turecki jest za słaby jeszcze, więc szkolę angielski, można spotkać fajnych ludzi – np. Ludzi z Iranu - w tutejszym blisko-wschodnim świecie Persowie (Irańczycy) uważani są za mądrzejszych niż reszta – nie wiem czy to jest prawda, ale co spotykam jakiegoś Persa tutaj to okazuje się świetnie wykształcony, dobrze rozmawia po angielsku itd. chociaż może to jest efektem, tego, że u siebie mają Islamką Republikę Iranu i ciężko im się rozwijać ? Hmm, temat do zbadania.

Turcja a Unia Europejska – info od ludzi stąd.
Nie wiem jakie jest zdanie Polaków o Turcji w Unii Europejskiej, ale sądzę, że większość jest przeciwna. Od jakiegoś czasu Turcją rządzi premier Erdogan, który ma poglądy dość konserwatywne, co w tym przypadku oznacza islamskie, jego partia zdobywa głosy raczej gorzej wykształconych ludzi, co w Turcji oznacza ponad 50%. Turecki rząd zmienił strategię i teraz gra trochę na 2 fronty tzn. pracują nad wejściem do Unii Europejskiej, ale też próbują się wybić jako blisko-wschodni lider z Erdoganem na czele, szczególnie po rewolucji w Egipcie, słabym Iranie itd. Powoli wprowadzają prawa, które przybliżają ich do republik islamskich, np. w Ankarze nie ma nocnych autobusów, żeby ludzie nie balowali, podnieśli podatki na alkohol i piwo w barze kosztuje najtaniej 5lira, tj. Ok 9zł! Znieśli zakaz chodzenia w chustach na uniwersytetach – generalnie powoli niszczą dorobek Ataturka. Moi znajomi Turcy są przeciwni i dość pesymistycznie widzą przyszłość Turcji, nie lubią tej partii i tego rządu.
Erdogan patrzy! Turkiye rozjaśnia Bliski Wschód. Na lewym ramieniu przewrotne logo AK PARTi
Turecki
mój tureci ciągle nie stoi na jakimkolwiek poziomie, ale generalnie w prostych sprawach mogę się już dogadać, chociaż nie zawsze. Po miesiącu intensywnej nauki coś tam umiem, ale nie mogłem dalej tego ciągnąć, bo mam za dużo zajęć na wydziale i się pokrywają – poza tym profesorowie się mnie pytali po co mi turecki skoro wszystko mam po angielsku no i oni uważają, że młodzi ludzie z medycyny czy weterynarii powinni mieć angielski zaawansowany, a inne języki dla turystyki, może mają rację ?

Trzęsienie
Trzesienie ziemi było ponad 1200km od Ankary we wschodniej Turcji niedaleko granicy z Iranem i Irakiem, więc daleko, to odległość np. z Warszawy do Amsterdamu. Studenci robli zbiórki różnych darów dla tamtych rejonów – w sumie normalna reakcja jak w każdej katastrofie – oddawanie krwi, zbiórki żywności, koców. Koordynowała to organizacja czerwonego półksiężyca (odpowiednik czerwonego krzyża u nas). W ogóle trochę terminologii – to co jest na fladze Turcji my nazywamy półksiężycem, natomiast na angielski tłumaczymy to nie jako half moon, ale crescent, a po turecku kizilay. Kizilay to też nazwa centrum Ankary. Organizacja natomiast nazywa się The Red Crescent.
The Red Crescent
Komunikacja miejska
W Ankarze nie ma rozkładów autobusów na przystankach! Tutaj ludzie podróżują na czuja, często pytając kierowcy gdzie jedzie! Na autobusach napisane sa tylko dzielnice, początkowo bardzo mnie to irytowało, ale teraz przywykłem. Poza tym komunikacja miejska to autobusy publiczne, ale też prywatne. Jeżdżą na tych samych trasach – różnica jest taka, że w prywatnych za 1,3lira (studencka cena) jedziesz jedną jazdę, a w publicznych na jednym skasowaniu biletu możesz jechać 70minut robiąc przesiadki m.in. w metrze. Za każdym razem trzeba kasować kartę i dlatego komunikacja wychodzi drogo – ok 30zł/tydz. co daje w miesiącu 120zł, w Wawie to jest 3miechy jeżdżenia!
Przystanki bez rozkładów i trasy – jest tylko numer autobusu i dzielnica
Apteki
myślałem, że w Polsce jest dużo aptek, ale tutaj jest chyba 2razy więcej, normalnie apteka koło apteki, pod moim blokiem były np. 4. W aptekach można kupić prawie wszystko bez recepty. Po turecku apteka to ECZANE, (wymowa mniej więcej – Edźzane) natomiast medycyna to TIP (wymowa: typ).

Śmieci na ulicach:
Oni wyrzucają śmieci na ulice jak leci, ogólnie dużo śmieci wszędzie leży, aczkolwiek ostatnio się też dowiedziałem dlaczego – np. w Ankarze nie ma w ogóle kontenerów, ponieważ Kurdowie podkładali tam bomby, więc teraz o 21 wynoszą worki i od razu się je zbiera, co nie zmienia faktu, że nie dbają zbytnio o to.
np. taki wygląd jest pod każdym drzewem w mieście
Yesil Mandalina (zielona mandarynka)
Jest sezon na mandarynki i pomarańcze, są tańsze niż w Polsce, niecałe 2zł/kg. Oni jedzą zielone.
Zielona mandarynka za 1,7zł/kg – w smaku trochę kwaśna, turecki - mandarynka – mandalina, pomarańcza-portakal, granat-nar, jabłko-elma
takie stoisko jest przed każdym sklepem spożywczym










Sunday, 9 October 2011

9 października



Witam,
ostatnio pisałem w połowie września, więc po krótce opiszę co teraz się dzieje.

We wrzesniu przez 2 tygodnie, nic szczegolnego sie nie działo – głównie byłą integracja studentów, tzn. ciągłe imprezy i spotkania + załatwianie papierów, pozwolenia na pobyt, planu lekcji itd. Ciekawostka: oni mają na dowodach wpisane wyznanie! Mieliśmy jedną wycieczkę 3dniową na Riwierę Tureckę do Manavgatu i Alanii za niebotyczną kwotę 15lira, tj. Ok 25zł:) Uczelnia sponsorowała: w skrócie: opalanie i impreza:
Ekipa Erasmusów w Morzu Śródziemnym
Port w Alanyi

Gra w piłkę wodną
a tak poza tym w październiku zaczęła się rutyna, generalnie to mam 4h tureckiego dziennie - bo zdecydowałem się, że się będę uczył bo mam znakomitą okazję, pierwszy miesiąc mamy za free, potem 200dolców, ale i tak jak chyba będę chodził, bo ten turecki nie wydaje się taki trudny, przynajmniej w wersji do komunikowania się. Zajęcia z weterynarii mam 4 dni w tygodniu, po 2-3h, to są spotkania z pofesorami, dają mi materiały i potem mam zreferować temat i jest dyskusja – muszę przyznać, że dość efektywne. Po spotkaniu z profesorem zajęcia z doktorantami. Podoba mi się, bo skłania mnie do nauki angielskiego bardziej. Zresztą angielski dość już podszkoliłem, bo raczej spotykam się z obcokrajowcami. Próbuję usilnie wproawdzić zasadę, że jeżeli w grupie jest nawet 10 Polaków i 1 obcokrajowiec to gadamy po angielsku, Polacy średnio są przyzwyczajeni do rozmawiania między sobą po angielsku, jakoś tak łyso:)


W mieszkaniu mieszkam z 2 Turkami, jeden jest moim znajomym z Polski, bo był 2-3 lata temu na Erasmusie w Warszawie na Weterynarii. Nazywa się Cihangir i obecnie jest Prezydentem IVSA Świat, obrotny gość. Mówi po polsku, tzn. rozumie dobrze, gorzej mówi, ale bez użycia angielskiego idzie się z nim łatwo komunikować. To ten w zielonej koszulce:
Cihangir

Drugi mój współlokator ma na imię Erdem, studiuje architekturę, po angielskiu słabo mówi, dlatego chciał mieszkać z obcokrajowcem – innymi słowy, jeden uczy się polskiego, drugi angielskiego, a ja tureckiego od nich, pełna symbioza.
Erdem


Mieszkanie na 4 pieŧrze jest duże, ale mój pokój mały – zresztą przy stylu życia, że wychodzi się o 8.30 i wraca na 18 to w zupełności styka. Mieszkanie jest duże, 3 pokoje, 2 komórki, kuchnia, mały salon, łazienka + duży taras (ok 100m2), zdjęcie kuchni:
Kuchnia

W Ankarze pogoda jest bardzo kontynentalna, powietrze suche jak nie wiem, tylko ok 15%, w Wawie ok 70-80%, więc w dzień gorąco, w nocy zimno. Śniadania jemy na tarasie. W naszym mieszkaniu często ktoś waletuje, bo jest miejsce. Nocował u nas gość z couchsurfingu i jacyś studenci jak nie mogą chwilowo znaleźć mieszkania. Tzn. Teraz już nie, ale we wrześniu tak było. Śniadania jadamy na tarasie:
Śniadanie na tarasie ze Svenem, Kasia robi fotkę
Sven to ten typ u góry to postać niestandardowa – jego życie polega na jeżdżeniu rowerem po świecie. Jest programistą w Kolonii, ale pracuje jak musi, ostatnio 3 lata temu przez rok, poza tym jeździ po świecie. Zjeździł całą Europę, Afrykę Zachodnią i teraz jedzie od kilku miesięcy do Indii i chce się zatrzymać w Australii, wydaje kase tylko na jedzenie, ok 100-150 euro/mies i potrzebne rzeczy. Jego życie jest podobne do Kingi Choszcz – jak opowiadał swoje historie to normalnie jak Kinga w „Mojej Afryce”, tu jeszcze jego 14-letni rower, złodziejoodporny, ale sprawny.
złodziejoodporny rower
Poza tym w ten weekend miałem jechać na impreze do Stambułu, ale nie pojechałem, bo w sumie szkoda mi było kasy i czasu, zeby jechać 600km w jedną stronę na impreze. reszta ekipy pierwszy raz była w Stambule, więc zwiedzali Hagia Sopfia itd. więc zostałem w Ankarze, poza tym nie za dobrze się czuję, jestem przeziębiony. Znajoma z Włoch dziś wyciągneła mnie do ambasady Watykanu na mszę po angielsku – kurde jak nie przepadam za kościołem to tu było kapitalnie - Jezuita z Malty prowadzi to, jest kameralnie wszyscy się znają, są ludzie z Filipin, Indii, Włoch, USA, Hiszpanii, Polski itd. - śpiewają gospel - taka msza po amerykańsku - w ogóle to jest bardziej spotkanie niż msza, bo potem jest herbatka i ludzie się poznają, gadają - mega otwarci i mili, poznałem dziś konsulową – przynajmniej tak się przedstawiła, mam marne foty z komórki:
chór kościelny


No tyle z różności, kończe, bo spektakularności nie ma. Aha, dziś byłem jeszcze w Ambsdadzie na głosowanie i musze powiedzieć, że Ambasada Polski w Ankarze to taki dwór z dużym ogrodem – zrobie kiedyś foty, bo ambasador zaprasza Polaków z Ankary na 11listopada i Wigilię. Mnie na Wigili nie będzie bo samolot mam 18 grudnia, bede o 19.30 w Warszawie. Mam samolot ze Stambułu z przwesiadkę w Rydze.